Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy.

Czytam o Północy

Reporterska żyleta Macieja Czarneckiego o nie tylko Skandynawskim problemie migracyjnym.

Najpierw poczułam gniew. Taki prawdziwy, namacalny, kiedy podskoczył mi gwałtownie puls, a świat zawirował. Zobaczyłam twarze tych, w ustach których wszystkie słowa dotyczące uchodźców, imigrantów, „innych” miały zawsze wydźwięk pejoratywny. Musicie jednak wiedzieć, że przed oczyma nie pojawiły się twarze polityków, prawicowych liderów czy nacjonalistów z pierwszych stron europejskich dzienników, lecz konkretnych krewnych, znajomych, ludzi spotykanych w sytuacjach towarzyskich. Oni doskonale wiedzieli czym jest problem migracyjny, dla nich było oczywiste, że imigranci są jedynie źródłem kłopotów. Mężczyźni to najpewniej terroryści, ewentualnie gwałciciele rzucający się na europejskie kobiety z powodu braku kontroli swoich zachowań seksualnych. Kobiety to zawsze ofiary („a może one tak jednak lubią”), ewentualnie radykalne matki przyszłych terrorystów-samobójców, bojowników, okaleczające swe córki, godzące się na rytualne morderstwa w imię honoru rodziny. Moje wtrącenia (bo trudno tu było o dialog)o wykształconych przedstawicielach np. syryjskiej inteligencji: lekarzach, nauczycielach, artystach przybywających w rzeszy imigrantów z ogarniętego wojną kraju pomijano lub zbywano stwierdzeniem w stylu: „muzułmanin zawsze będzie muzułmaninem i religia będzie dla niego najważniejsza”. Dla jasności kontekstu dodam, że obracam się raczej w kręgach uznawanych za liberalne, może z wyjątkiem mocno zakorzenionej w chrześcijaństwie rodziny. Jej reakcje zresztą zaskoczyły i zezłościły mnie najbardziej, bo przecież „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”…

Chwilę później jednak fala ciepła zalała mą twarz i poczułam wstyd. Wstyd za siebie, przed sobą. I refleksję, że przecież podsycany strach leży u źródeł tych postaw, zachowań, wygłaszanych opinii. Sama lecąc ostatnio ze Sztokholmu do Katowic uległam tej pierwotnej emocji, kiedy zobaczyłam, że miejsce w ostatnim rzędzie samolotu, po mojej prawej stronie, zajął brodaty, modnie ubrany , młody człowiek do ostatniej chwili przed startem rozmawiający głośno przez telefon po arabsku. W mojej głowie ten widok, podsycony dodatkowymi kontrolami dokumentów na szwedzkich lotniskach, doniesieniami prasowymi o możliwych kolejnych atakach terrorystycznych, krążącymi w przestrzeni publicznej nacjonalistycznymi opiniami w mocno radykalizującej się Europie, spowodował, że strach wtłoczył mój mózg na tory stereotypowego myślenia, w którym wszystko jak w układance dla dzieci, szybko ułożyło się w czarno-biały schemat. W tym schemacie młody, brodaty, rozmawiający po arabsku człowiek, który z widocznym gołym okiem zdenerwowaniem uderzał stopą o podłogę samolotu stał się podejrzanym, zagrażającym mi być może bytem, wrogim elementem, terrorystą. Dopiero kilkanaście minut intensywnej pracy nad własnym sposobem myślenia zajęło mi wyjście z tego, ewidentnie podkręconego strachem o własne życie, schematu myślenia. Praca nad zmianą jego kierunku była trudnym procesem, który uwzględnił racjonalizację: „przecież nie wniósłby bomby na pokład, była kontrola”; „język arabski jest pięknie brzmiącym, śpiewnym językiem mylnie można zinterpretować go jako bardzo emocjonalny, jeśli się nim sprawnie nie posługujemy”; „chłopak siedzi w ostatnim rzędzie jak ja i denerwuje się lotem, bo być może także ma klaustrofobię”; „wszyscy noszą teraz brody, taka moda w całej Europie” , a także głęboką refleksję nad sobą. Przestałam się gniewać na innych, staram się lepiej rozumieć mechanizmy, które ludźmi kierują i czytać perfekcyjnie zaplanowane manipulacje, którym niestety ulegamy, gdyż nie zawsze mamy czas, siły i ochotę na pracę nad sobą, swoim sposobem myślenia, na pogłębioną refleksję.

Z tej perspektywy książka Macieja Czarneckiego jest dla mnie narzędziem zmiany. Niezbędną edukacją. Bo moim zdaniem potrzeba poznania, wiedzy i doświadczenia oraz czasu, by to wszystko przekuć w mądrość. A tylko ona pozwoli na właściwe rozeznanie spraw i znalezienie drogi w skomplikowanej rzeczywistości. Ona jest też niezbędna do tego, by rozpocząć dialog, w której żadna ze stron nie będzie ofiarą, a partnerem w tworzeniu nowej jakości relacji, drogi do pokojowego współistnienia i współpracy, bez agresywnej dominacji, bez manipulacji. Razem, dla wspólnego dobra. Z troską o słabszego, niepełnosprawnego, niedoskonałego. Czy każdy z nas taki nie jest? Czy nie chcielibyście żyć w świecie, w którym rasy, narody, plemiona, społeczeństwa, ludzie troszczą się o siebie nawzajem. Idealizm? A dlaczego nie mógłby być rozwiązaniem dla problemów naszej globalnej wioski?

Po lekturze „Skandynawia Halal. Islam w krainie białych nocy” nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł już cokolwiek wiedzieć „na pewno”, bez cienia wątpliwości. Ja sama, choć uważałam się do tej pory za świadomą, spojrzałam na imigrantów, głównie z krajów arabskich choć nie tylko, z nowej, świeżej perspektywy. Mam wrażenie, że lepiej ich rozumiem, lepiej rozumiem z czym zmaga się przeciętny szwedzki, norweski czy duński obywatel próbujący znaleźć swoją rolę, miejsce w multikulturowej, różnorodnej i skomplikowanej rzeczywistości swojego kraju, z czym codziennie mierzy się Szwecja, Norwegia czy Dania jako państwo, jako kraj zamieszkały przez wielokulturowe społeczeństwo. Najciekawsze dla mnie są zawsze głosy konkretnych ludzi, rozmówców, bohaterów reportaży. Ich widzenie spraw, rzeczywistości, konkretnych problemów jest interesujące i wywołuje sporo refleksji. Czarnecki precyzyjnie tka sieć skomplikowanych zależności łączących jego kolejnych rozmówców osadzając ją w kontekście szerszym – regionalnym, krajowym, europejskim. Pokazuje nakładające się na siebie przestrzenie prywatne i publiczne. Płynnie przekracza granice krajów i społeczności, politycznej poprawności i religijnych niuansów. Wszystko po to, by dotrzeć do prawdy. Ciągle każe czytelnikowi patrzeć szerzej, myśleć intensywniej, starać się zrozumieć drugiego człowieka, zagłębić się w siebie. Dopiero tak pogłębiona świadomość może nam pomóc zrozumieć rzeczywistość, w której przyszło nam żyć bez względu na to, po której stajemy stronie. Bo tak naprawdę strona jest tylko jedna – liczy się człowiek! Każdy, bez względu na wiek, rasę, pochodzenie, wykształcenie, wyznanie czy orientację. Myślę, że niemożliwe jest, aby po lekturze „Skandynawia Halal. Islam w krainie białych nocy.” pozostać tym samym człowiekiem, którym było się jeszcze chwilę przed. Sposób opowieści, język i dynamika sprawia, że to prawdziwa reporterska żyleta! Czarnecki po raz kolejny pokazuje swój reporterski pazur i jest w tym naprawdę świetny!
Co teraz panie Macieju? Poprzeczka została ustawiona wysoko, a fani (do których już chyba należę)czekają na kolejne historie, które poruszą ich serca, umysły i zmuszą do wyjścia poza własną strefę komfortu. Tam czeka już tylko wyższy stopień człowieczeństwa.