Skansen – Szwecja w pigułce

Sztokholm moimi oczami

O sztokholmskim Skansenie wspomniałam przy okazji obchodów 6 czerwca National Day, ale miejsce to zasługuje z pewnością na osobny wpis. Zanim wybrałam się do Skansenu trochę o nim poczytałam, wysłuchałam też opinii innych. Stąd wiem, że jest to miejsce, w którym Sztokholmczycy chętnie spędzają wolne dni.

Przybywają tam całymi rodzinami, z gronem przyjaciół, kocykami i koszykami piknikowymi. Miałam okazję przekonać się o tym osobiście podczas mojej wizyty w Skansenie. Szczerze mówiąc nie zdziwiło mnie wcale, że to miejsce jest tak chętnie odwiedzane i kochane przez mieszkańców Sztokholmu. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, opierając je choćby na własnym przykładzie, iż turyści korzystają z piękna i uroku tego miejsca równie często i nie tylko, by odhaczyć je na swojej liście miejsc ‘must see in Stockholm’.

Sztokholmski Skansen (nazwa “skansen” zapożyczona do innych europejskich krajów, gdzie oznacza “muzeum na wolnym powietrzu”) znajduje się na wyspie Djurgården, a założony został przez Artura Hazeliusa (1833-1901) w 1891 roku, jako pierwsze i w związku z tym obecnie najstarsze muzeum na wolnym powietrzu. Hazelius chciał ukazać styl życia w różnych regionach Szwecji przed epoką industrialną i myślę, że mu się to udało. W Skansenie znajduje się około 140 budynków (także farm, gospodarstw) ze wszystkich regionów Szwecji. Można tam zobaczyć jak wyglądało kiedyś życie Szwedów uwarunkowane zmieniającymi się porami roku, zgodne ze zwyczajami i tradycją, jak wyglądała praca i jak celebrowano święta oraz przyjrzeć się zwykłemu, codziennemu życiu w przeszłości. A przeszłość ta ożywa dzięki pracownikom Skansenu, którzy w strojach z epoki wykonują swoje zawodowe czynności, czy to jako nauczyciele w szkole, sprzedawcy w sklepie spożywczym lub z artykułami gospodarstwa domowego, piekarze, garncarze, ogrodnicy, mieszkańcy domów i farm. Skansen to zatem lekcja szwedzkiej historii podana w przystępny, interesujący i angażujący sposób. Jako zwolenniczka nauki przez doświadczenie mogę tylko zachęcać do jego odwiedzin. Aby jednak ci, którzy niekoniecznie, jak ja, kochają historię (głównie przeszłość), hołdują tradycji i życiu w harmonii z przyrodą, nie zrezygnowali z wizyty w Skansenie, chcę powiedzieć, że przyjemnie jest tam spędzać czas. Można przykładem Sztokholmczyków znaleźć miejsce na piknik z rodziną i przyjaciółmi, odpocząć (także od tłumu), smacznie zjeść, czy pograć w gry albo pobiegać. Dla każdego, od najmłodszego do najstarszego, znajdzie się coś ciekawego.

Skansen jest jedynym muzeum na wolnym powietrzu, w którym można także zobaczyć dzikie zwierzęta, szczególnie te żyjące w Skandynawii. Znajduje się tam także Dziecięce zoo (Childrens Zoo) ze zwierzętami domowymi i Akwarium. Na terenie Skansenu znajdziecie lunapark i co najmniej kilka estrad, na których, zgodnie z programem, odbywają się różne występy. Program występów, koncertów i świętowania w Skansenie jest bardzo bogaty. Praktycznie każde szwedzkie święto ma swoje obchody w Skansenie. Ja miałam okazję zobaczyć świętowanie National Day, ale chętnie wybiorę się na obchody Dnia św. Łucji 13 grudnia. Nie brakuje oczywiście imprez związanych ze wspólnym śpiewaniem (SIC!) i tańcami. Nie można więc powiedzieć, że Skansen to typowe muzeum, w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, dla mnie to raczej tętniące życiem miejsce, w którym przeszłość splata się z teraźniejszością, a ludzie chętnie spędzają ze sobą czas.

Jako miłośniczka fiki dodam na zakończenie, że miejsc do napicia się fantastycznej kawy, zjedzenia pysznej szafranowej bułeczki i innych smakołyków oraz porozmawiania z ludźmi w Skansenie nie brakuje. Na swoją skansenową fikę wybrałam klimatyczną, maleńką Petissan (The Little Cafe) – sztokholmską kawiarnię uwielbianą przez studentów pod koniec XIX wieku, a mieszczącą się w siedemnastowiecznym budynku, który stał na rogu ulic Drottninggatan i Kungstensgatan. Spędziłam tam przemiłą godzinę delektując się świeżo parzoną kawą, donoszoną na bieżąco przez obsługę w strojach z epoki, i smaczną, szafranową bułeczką, którą stawiam nad tradycyjną cynamonową. Obserwując ludzi, wystrój wnętrza i urocze podwórko ze stolikami miałam przez moment wrażenie, że czas się zatrzymał. To było niezwykłe doznanie, prawie metafizyczne. Skansen dla mnie jest właśnie takim miejscem, gdzie codzienność spotyka się z metafizyką, a drzwi do świata przeszłości, doznań metafizycznych są stale otwarte.

Do obejrzenia piękna Skansenu latem zapraszam na Sztokholm po polsku
Zdjęcia i tekst: Gabriela Glajcar